INNOŚCI W STANACH

INNOŚCI W STANACH: JAZDA POD WPŁYWEM

Pamiętacie taką scenę z kultowego filmu Miś, gdy facet wydając butelki wódki, pyta się czy dwie, na co drugi odpowiada: “jedna, wozem jestem…“? Niestety ten barejowski humor czasem okazuje się rzeczywistością za oceanem. Tematem dzisiejszego posta będzie jazda pod wpływem. Opowiem Wam trochę o moich obserwacjach, dopuszczalnych limitach alkoholu w Stanach oraz konsekwencjach jazdy po pijanemu. Kto jest ciekawy jak to wszytko wygląda, zapraszam do czytania!

PO DRINKU ZA KIEROWNICĘ?

Jak już wielokrotnie wspominałam na łamach bloga, przeciętny Amerykanin nie chodzi i nie korzysta z komunikacji publicznej, tylko wszędzie jeździ autem. Niestety, często wyjątku nie stanowi też jazda samochodem po wypiciu alkoholu. Mnóstwo razy, o wiele częściej niż w Polsce, widziałam tutaj osoby po spożyciu wsiadające do auta jako kierowcy. Przy kolacji obowiązkowo wino (czasem nawet kilka kieliszków) i powrót samochodem. Wyjście do baru, by spotkać się z przyjaciółmi i wypić kilka piwek, też nie jest przeciwwskazaniem by jechać. Impreza? Sporo osób przyjeżdża swoimi autami i nimi także odjeżdża, a że po drodze wypili kilka shotów i parę piwek? Przecież do domu mam blisko.

Nawet na basenie w klubie golfowym, widzę sporo ludzi (często matek z dziećmi), które po dwóch czy trzech drinkach pakują dzieci do samochodu i odjeżdżają. Czy są to spotkania biznesowe po pracy, towarzyskie spotkania w gronie znajomych czy nawet.. bal dobroczynny zamówienie taksówki to rzadkość. Większość jedzie autem a kierowcy piją po prostu.. mniej.

CO NA TO AMERYKAŃSKIE PRAWO?

Przyznam szczerze, że zszokował mnie na początku ten liberalizm w kwestii picia i jeżdżenia. W moim przekonaniu, Polacy są znacznie bardziej ostrożni w tej sprawie. Ja sama uczestniczyłam w wielu imprezach w gronie ludzi w różnym wieku i wsiadanie za kółko po alkoholu naprawdę zdarzało się bardzo sporadycznie. Nie ważne czy było to spotkanie w pubie, kolacja w gronie znajomych czy większa impreza, kierowca zostawał zupełnie trzeźwy, ewentualnie wypijał pół kieliszka szampana czy wina na toast i to wszystko. Normą było jechanie na imprezę taksówką, samochód zostawiając w domu. Gdy więc zamieszkałam w USA, byłam mocno zaskoczona podejściem Amerykanów.

Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest prawo. W Polsce takim limit jest 0,02%. Zawartość od 0,02 do 0,05% w czasie kontroli skończy się karą grzywny albo czasową utratą prawo jazdy. Przekroczenie pół promila to natomiast jest uznawane za przestępstwo. Oznacza to automatycznie odebranie prawa jazdy, wysokie grzywny, a nawet karę więzienia do 2 lat.

Stany, w porównaniu z Polską, mają wysoki dopuszczalny procent alkoholu we krwi podczas kierowania pojazdem. W większości stanów USA, dopuszczalna norma wynosi 0,08%. Wyjątkiem są osoby, które nie ukończyły 21 roku życia oraz zawodowi kierowcy. Jednak jazda po wpływem jest oczywiście tutaj także dość surowo karana. Czytałam gdzieś, że DUI (driving under the influence) jest powodem 1 na 10 powodów aresztowań. Kary za jazdę po po pijanemu podlegają głównie przepisom stanowym. Jako ciekawostkę dodam, że Stany są liberalne w kwestii zawartości alkoholu, ale inne reguły bywają surowe. Zakazane jest np. wożenie w pojeździe otwartego alkoholu. Gdy ktoś ma w bagażniku otwartą, niedopitą butelkę whiskey podczas kontroli może zostać za to ukarany, nawet jeśli sam jako kierowca nawet jej spróbował.

CZY JAZDA PO NIEWIELKIEJ ILOŚCI ALKOHOLU MOŻE BYĆ BEZPIECZNA?

W internecie można znaleźć wiele tabelek z ilością alkoholu, którą można wypić w zależności od wagi i nadal kierować pojazdem. Jeśli wierzyć tym obliczeniom, to w Stanach osoba o wadze ponad 100kg może wypić aż pięć shotów lub pięć piw (0,35l) i nadal nie przekroczyć dopuszczalnego procentu alkoholu we krwi.

Jednak badania pokazują, że już mały procent alkoholu we krwi może mieć negatywny skutek na kierowanie pojazdem. Zawartość na poziomie 0,02 powoduje na przykład upośledzenie podzielności uwagi oraz pewne trudności wzrokowe. Poziom 0,05 powoduje dodatkowo trudności koordynacji ruchowej, problemy w poprawnym kierowaniu samochodem i spowolnioną reakcję na bodźce. Natomiast poziom bliski 0,08, czyli legalny (!) w USA, może spowodować zaburzenia koncentracji, utratę pamięci krótkotrwałej, bardzo ograniczoną percepcję oraz nieumiejętność oceny zagrożenia.

Czy naprawdę osoby w takim stanie (nie wspominając już o wyższym procencie!) powinny wsiadać za kierownicę i jechać gdziekolwiek? Nie powinny, nawet jeśli świetnie się czują i jak bardzo ogarniają sytuację. Dla mnie więc zarówno wysoka dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi w USA jak i zbyt liberalne podejście kierowców są głupotą.

*

Osobiście jestem wielką przeciwniczką wsiadania za kółko po procentach. Mam zakodowane w głowie, że albo jazda samochodem, albo drink. Choć teoretycznie wiem, że jedno piwo pewnie nie pozwoliło by mi przekroczyć dopuszczalnej dawki promili ani też nie upośledziło mojej koncentracji i zdolności psychoruchowych na tyle, bym była niebezpieczna na drodze, to mimo to nie dam się na nie namówić, jeśli wiem, że muszę wrócić do domu autem. Amerykanie uważają to za “urocze“, że tak radykalnie podchodzę do tej kwestii. Jednak mnie jest to jedyne słuszne podejście i mam nadzieję, że nigdy nie zmieni się ono pod wpływem mieszkania w USA. A jakie jest wasze podejście do tego tematu? Czekam na Wasze opinie i komentarze!

You Might Also Like

23 komentarze

  • Reply
    Anonimowy
    18 czerwca 2015 at 21:15

    Dla mnie to szczyt glupoty.

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:00

      Dla mnie też jest to głupota, ale tutaj jestem, niestety, odosobniona w swojej opinii.

  • Reply
    Miszela Blog
    18 czerwca 2015 at 21:39

    Też mnie to zszokowało i wdałam się w dyskusję na ten sam temat nie tak dawno temu. Ja też trzymam się zasady: piję nie wsiadam za kółko.
    Z innej strony mężczyźni inaczej metabolizują i przy tej samej ilości spożytego alkoholu jego poziom we krwi jest wyższy u kobiet, niż u mężczyzn. Także jeśli mojemu mężowi zdarzyło się spożyć jedno małe 340ml to nie robiłam dymu. Odkąd mam prawko to zwyczajnie się umawiamy, kto prowadzi, bo w zazwyczaj wychodzimy razem.

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:12

      Ja też nie robię dymu mojemu chłopakowi, gdy wypije dwa piwa do kolacji – zwłaszcza, że widziałam go nawet po 16stu i nadal funkcjonował normalnie, więc przypuszczam, że jego metabolizm działa niezwykle sprawnie 😉 Ale ja twardo trzymam się polskich zasad.

  • Reply
    Tomasz Płókarz
    19 czerwca 2015 at 06:30

    Ruch uliczny w mieście to nie rajd samochodowy. Nawet znaczne obniżenie koncentracji nadal nie powoduje jakiegoś drastycznego zwiększenia zagrożenia – zwłaszcza u ludzi którzy są przyzwyczajeni i znają własne możliwości.

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:12

      Możliwe – ja jednak wolę nie ryzykować.

  • Reply
    Kijankowo
    19 czerwca 2015 at 06:36

    Też jak mam się napić to nie prowadzę samochodu. A jak kogoś mam jeszcze wieźć? Nic z tego.
    A tak z ciekawości, to dużo jest tam wypadków samochodowych spowodowanych przez kierowców po wpływem?

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:31

      Mądre podejście. Próbowałam się dokopać do statystyk i znalazłam info, że rocznie ponad 50% śmiertelnych wypadków na autostradach, w których uczestniczą dwa lub więcej samochodów jest spowodowane przez alkohol oraz ponad 65% śmiertelnych wypadków pojedynczych samochodów jest spowodowane przez jazdę po pijanemu. To daje do myślenia…

    • Reply
      Kijankowo
      25 czerwca 2015 at 15:24

      Dziękuję za odpowiedź.
      Statystyki są przerażające.

    • Reply
      kashienka
      28 czerwca 2015 at 23:32

      Niestety.

  • Reply
    LIFE STYLERKA
    19 czerwca 2015 at 07:46

    A jak wygląda kwestia wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców w Stanach? Często się zdarzają? We Włoszech też maja bardzo luźny stosunek do picia i wsiadania za kierownicę. Tam wypić butelkę wina do obiadu, to jest standard, ale o dziwo nikt nie jest pijany. Jeśli ja bym wypiła butelkę wina nawet podczas posiłku, to bym pewnie wpadła pod stół;). Zgadzam się z Tobą Kasiu, że albo alkohol albo samochód, te dwie rzeczy nie idą ze sobą w parze.

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:34

      Tak jak pisałam wyżej, takie dane statystyczne znalazłam w Internecie. Tak, południowe kraje, jak Włochy i Hiszpania mają bardziej liberalne podejście w tej kwestii – ale mnie też kiedyś uderzył ten fenomen: wszyscy piją, ale nikt nie chodzi pijany 😉
      Pewnie, jak mówi, Miszela, trening czyni mistrza 😀

  • Reply
    jagodka
    19 czerwca 2015 at 15:39

    Nie znosze jazdy po pijaku, ale mysle, ze polskie standardy sa nieco przesadzone. Kiedys, dawno temu brat mojej kolezanki spedzil pare lat w wiezieniu, bo zabil kobiete prowadzac samochod "po pijaku". Pisze w cudzyslowiu, bo chlopak jechal po wypiciu jednego drinka, czyli pijany absolutnie nie byl, a limit przekroczyl tylko minimalnie. Wypadek zdarzylby sie tak czy siak, bo kobieta szla chyba zamyslona i wyszla na jezdnie bez podniesienia glowy nawet, co potwierdzilo wielu swiadkow. Sama swiadomosc zabicia czlowieka to byla straszna kara dla tego wrazliwego chlopaka, naprawde nie musial zajmowac miejsca w wiezieniu. I gdyby mieszkal w Stanach, albo nawet w kraju, gdzie dozwolony poziom alkoholu wynosi 0.03%, to wciaz pewnie mialby PTSD i depresje, ale nie spedzilby paru lat za kratkami.

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:37

      Przykra sytuacja z tym chłopakiem, niestety takie wypadki zdarzają się i bez alkoholu, a świadomość zabicia człowieka musi być straszną karą samą w sobie.
      Co do polskich standardów, to ja mam nadzieję, że surowe przepisy jednak pozwalają na uniknięcie wielu wypadków…

    • Reply
      jagodka
      24 czerwca 2015 at 01:08

      Na pewno masz racje z tym, ze surowe przepisy zmniejszaja ilosc wypadkow. I to niewatpliwie wielki plus. Ja pewnie mam nieco spaczony poglad na te sprawe przez ten wypadek. Znalam chlopaka calkiem dobrze i wiem, ze naprawde nigdy po alkoholu nie jezdzil. Wtedy sie zdecydowal, bo to byla wyjatkowa sytuacja, a zawsze slyszal od wszystkich wkolo, ze "jedno piwo mozna wypic". No i mial wyjatkowego pecha. No i racja, wypadek by sie zdarzyl czy by alkohol byl czy nie, ale przez to ze byl, wyladowal w wiezieniu. I chociazby dlatego lepiej nie jezdzic po alkoholu, nawet jesli sie czuje zupelnie trzezwo.

    • Reply
      kashienka
      28 czerwca 2015 at 23:35

      Myślę, że każda motywacja jest dobra.

  • Reply
    Justyna
    20 czerwca 2015 at 00:44

    Ja mieszkam w Kanadzie i tutaj pod tym względem jest bardzo podobnie. Pamiętam jak pierwszy raz wyszłam z koleżankami na piwo i znajoma po 3 piwach wsiadła do samochodu i pojechała do domu. Najwidoczniej ludzie tutaj są do tego przyzwyczajeni. Ja póki co trzymam się starej zasady ze nie prowadzę po wypiciu alkoholu…

    • Reply
      kashienka
      22 czerwca 2015 at 23:38

      Dla nich to standard, a nas szokuje. Ale może to dobrze, że jesteśmy nauczeni takiego właśnie podejścia? 🙂

  • Reply
    Joanna Marek
    23 czerwca 2015 at 23:17

    popieram ……nigdy nie wsiadaj do smochody po alkoholu. Duzo Polakow w USA tez tak robi jak Amerykanie …..pija i wsiadaja do auta, mowiac ze sa ok. Mysle, ze to bedzie do czasu.az nie spowoduja wypadek, albo ich policja nie zlapie.

    • Reply
      kashienka
      28 czerwca 2015 at 23:33

      Dokładnie, podejrzewam, że DUI i noc w areszcie skutecznie nauczyłoby co niektórych trzeźwości na drodze. A złe nawyki niestety szybko się przyjmuje..

  • Reply
    Widuch
    8 sierpnia 2015 at 13:27

    Bo o prowadzeniu po alkoholu to są mity. Takie argumenty jak czas reakcji to nic istotnego, bo trzeźwy człowiek i tak na ogól nie jest w stanie zareagować odpowiednio szybko na nagle zmieniającą się sytuacje na drodze. Więc drobne opóźnienie nic tu nie zmienia, czy się naciśnie hamulec na 0.003 sekundy przed zderzeniem, czy na 0,001 to żadna różnica. Zwróciłby tez uwagę, że 90 proc. wypadków powodują ludzie trzeźwi – bo nie umieją prowadzić samochodu i nie przestrzegaja przepisów. W PRL pracowałem jako konwojent i jeździłem wielokrotnie z kierowcami-alkoholikami, co przed kursem wypijali szklanke wódki, a w czasie kursu utrwalali piwkiem. Nie bałem sie, bo to byli dobrzy kierowcy. Zaden z nich nie miał poważnego wypadku. Jak się umie prowadzić na trzeźwo, to się umie i po pijanemu. Ale większość ludzi nie umie prowadzić na trzeźwo, więc po pijaku popełniają jeszcze więcej błedow – i to cała tajemnica 🙂 Jednak wolę wolność Amerykanów niż nasze więzienie z zakazami wszystkiego, jakby z góry zakładano, że jesteśmy najgorszym narodem na świecie.

  • Reply
    Marcin
    13 września 2018 at 23:37

    Wiadomo, ze nikt nie powinien wsiadac za kolko kiedy sie zatacza i ledwo na nogach stoi. Ale jak dla mnie to po 4 piwkach mozna smialo jechac. Kazdy zna swoje mozliwosci i powinien umiec ocenic czy moze jechac czy nie.W europie w wiekszosci krajow nawet 1 piwka nie mozna do obiadu wypic co jest glupota totalna. Do 1 worka wklada sie czlowieka, ktory wypil 1 czy 2 piwa i debila, ktory po 12 drinkach wsiada za kolko.

    • Reply
      kashienka
      18 września 2018 at 23:59

      Niestety nie każdy zna swoje możliwości i taki tolerancyjny limit daje przyzwolenie na picie również tym, którzy zupełnie nie umieją ich ocenić. I o ile jedno piwko pewnie większego problemu nie zrobi, to cztery o których mówisz, mogą już poważnie zaburzyć umiejętność kierowania pojazdem.

    Leave a Reply