W OBCYM JĘZYKU

CZYTANIE, SŁUCHANIE I OGLĄDANIE PO ANGIELSKU

Niejednokrotnie słyszałam radę, że oglądanie telewizji, czytanie gazet i magazynów oraz słuchanie radia po angielsku jest jedną z lepszych metod nauki języka. Dziś przyznaję rację wszystkim, którzy tak mówili i sama wręcz udzielam takiej złotej rady osobom, które pytają mi się jak szybko podszkolić angielski. Jednak moja przygoda z angielską telewizją, książkami i radiem zaczęła się stosunkowo późno, a mi dość ciężko było przekonać się do nauki w tej sposób. W dzisiejszej notce, napiszę jak przekonałam się, a raczej zostałam zmuszona do korzystania z anglojęzycznych źródeł 😉 Jeśli ten temat Was interesuje to zapraszam do czytania!

wobcymjezyku2

MOJE NIECHĘTNE PODEJŚCIE DO TEGO SPOSOBU NAUKI 

W ciągu wcześniejszych lat swojej edukacji robiłam kilkanaście podejść do czytania książek oraz magazynów anglojęzycznych. Książki szybko rzucałam w kąt, jeśli tyko na stronie pojawiło zbyt wiele słów, których nie rozumiałam. Czytanie ze słownikiem w ręku nie było dla mnie fajnie! Czas z książką miał być przyjemnością, a nie gorączkowym wertowaniem po słowniku w poszukiwaniu słówek. Z magazynami było jeszcze gorzej. Pamiętam dobrze, że taki cykl gazetek, gdzie na jednej stronie była wersja polska, a na drugiej angielska – zgadnijcie, którą stronę czytałam ja? 🙂 Argument dokładnie ten sam – co to za przyjemność czytania, jeśli połowy nie rozumiem.

Parę lat później przyszedł czas na filmy i seriale. Spróbuj bez napisów, słyszałam, podszkolisz język. Filmy odpadały z góry, było mi ciężko tłumaczyć sobie dialogi w głowie (co niestety robiłam) non-stop przez półtorej godziny. Ale seriale przecież krótsze i łatwiejsze do zrozumienia, więc chciałam dać im szansę.. Pamiętam, że uwielbiałam wtedy Desperate Housewives (pol. Gotowe na wszystko), ale wolałam je zdecydowanie oglądać z polskim tłumaczeniem. Wyjątkiem był moment, w którym nowy odcinek pojawiał się w Internecie, a polskie napisy nie były jeszcze dostępne. Wtedy ciekawość zwyciężała i oglądałam go po angielsku (rozumiejąc zresztą znakomitą większość), ale wraz z następnym odcinkiem powracałam do starych zwyczajów.

Z amerykańskim radiem nie miałam styczności – a raczej nie chciałam mieć. Co do telewizji, to pamiętam kanały CNN i Fox News, ale oglądanie wiadomości zdecydowanie nie było moją ulubioną rozrywką. W internecie zdarzało mi się przeczytać coś po angielsku, ale zdecydowanie wolałam korzystać z polskich stron internetowych. Tak minęły lata mojej niechęci do korzystania z anglojęzycznych mediów i źródeł, języka (głównie oficjalnego) nauczyłam się innymi metodami, ale potem przyszło mi przejść z teorii do praktyki...

“PRZYMUSOWA” ZMIANA PODEJŚCIA NA EMIGRACJI

Moje początki językowe w Stanach były całkiem łatwe (tutaj). Jednak kwestia korzystania z anglojęzycznych gazet, książek, radia i telewizji prędzej czy później musiała wyjść na wierzch. Gdy jechałam samochodem, włączałam radio z amerykańskimi audycjami, w telewizji wszystkie programy po angielsku, na stoisku z prasą, na próżno szukać polskiej gazetki, a w księgarni – polskiej książki do poduszki. Lata niechęci zrobiły swoje i na początku niechętnie korzystałam z amerykańskich odpowiedników. Gazet nie kupowałam, w radio, gdy trafiałam na audycję to zmieniałam kanał na muzykę, książki czytałam polskie, formie e-booków, a telewizora nie włączałam wcale. Jednak brakowało mi papierowych książek, filmu obejrzanego w telewizji czy śmiesznej audycji w radio.

To Brian przekonał mnie do oglądania serialu w telewizji (dla ułatwienia z amerykańskimi napisami). Pierwsze odcinki były ciężkie, ale potem serial wciągnął mnie tak bardzo, że obejrzeliśmy razem całe osiem sezonów. Język mocno slangowy (czego się spodziewać po gangu motocyklowym z Kalifornii? :D) i mnóstwo nowych słów. Na początku co chwilę pytałam się B. o znaczenie jakiegoś wyrażenia, ale z odcinka na odcinek było łatwiej, a po ostatniej serii czuję się niemal ekspertem. Podobnie sprawa wyglądała z amerykańskimi filmami, na początku ciężko było się przestawić, ale z czasem nie zauważam dużej różnicy między oglądaniem filmu po angielsku, a w ojczystym języku.

Jeśli chodzi o książki, to było mi nieco trudniej się przekonać. Znów kilka odłożyłam na półkę, aż końcu wpadłam na dobry pomysł, by zacząć od książek dla nastolatków (pisanych łatwiejszym językiem) i książek, które czytałam kiedyś po polsku. To zdecydowanie ułatwiło sprawę i coraz chętniej sięgam po współczesną literaturę amerykańską albo kolorowy magazyn.

Amerykańskie audycje radiowe przestały mnie wkurzać, a stały się całkiem dobrym źródłem rozrywki w samochodzie o 8 rano. Tak zaprzyjaźniłam z tym korzystaniem z anglojęzycznych rzeczy, że nieświadomie zaczęłam korzystać z Internetu również po angielsku! Złapałam się na tym, że przed wyjazdem do Polski wpisałam w wyszukiwarkę “What to see in Warsaw?” (pol. Co zobaczyć w Warszawie?) zamiast zapytać o to wujka Google po polsku 🙂

*

Podsumowując mój wywód (kto przebrnął przez całość, ręka do góry) bardzo polecam taką metodę nauki języka. Zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest się zmobilizować do czytania, oglądania i słuchania materiałów anglojęzycznych, mając pod nosem wszystko po polsku 😉 Ale wiem także, że trudne są tylko początki. Jeśli nie zniechęcisz się po pierwszym, drugim czy trzecim razie, to później pójdzie już z górki. Gdybym kiedyś wiedziała, że to wszystko może być tak proste, na pewno nie poddawałabym się tak łatwo! I nigdy nie nastawiała się tak negatywnie do nauki poprzez oglądanie telewizji, słuchanie radia oraz czytanie książek i magazynów po angielsku.. 🙂 To naprawdę działa!

A czy Wy lubicie korzystać z obcojęzycznych źródeł? Czy raczej idziecie na wygodę i wolicie polskie wersje językowe? 🙂 Czekam na Wasze komentarze! A może opowiecie o Waszych sposobach nauki?

Zapisz