AMERYKAŃSKIE PRAWO JAZDY vol.2

1837 Wyświetleń 14 komentarzy

Tak jak obiecałam w jednej z wcześniejszych notek (tutaj), spieszę donieść Wam jak potoczyła się dalej moja przygoda z amerykańskim prawkiem. I tym razem rzeczywistość mnie nieco zaskoczyła, oczywiście bardzo miło 🙂

W poniedziałek, zaraz po zdaniu części teoretycznej, zadzwoniłam, by umówić się na zdawanie jazdy. W Atlancie okazało się to niemożliwe, ponieważ z powodu reorganizacji i zmiany siedziby DDS są kolejki jak w polskim NFZ (terminy na sierpień). Poprosiłam panią by sprawdziła  więc inne miejsca w okolicy i okazało się, że akurat zwolniło się miejsce na czwartek za tydzień (czyli wczoraj) w Pipidówku Wielkim, jakieś pół godziny z miejsca, gdzie mieszkam.

Zatem po przećwiczeniu parkowania równoległego na koszach ma śmieci (strat w śmieciach nie odnotowano), zapakowałam się w samochód i pojechałam. To już samo w sobie było ironią, żeby samemu zawieźć się na zdawanie prawo jazdy ;-))) Najśmieszniejsze było dla mnie jednak to, że nikt nie sprawdził, czy ja mam w ogóle jakiś dokument uprawniający do jeżdżenia!

Odczekałam swoje w kolejce i pojechałam na plac, czekać na egzaminatora. Największa bowiem różnica, między zdawaniem w Polsce a tutaj, jest fakt, że zdajesz.. swoim samochodem:-) Żadnych WORDowskich eLek z manualną skrzynią biegów! Czym przyjeżdżasz, tym zdajesz. Swoją drogą ciekawie by wyglądało, gdyby ktoś na egzamin przyjechał jakimś wypasiony Ferrari? 😀

Sam egzamin praktyczny jest.. bardzo krótki. Przynajmniej porównując go do zdawania egzaminu w Polsce. Zanim egzaminator wsiądzie do samochodu zdającego, każe mu pokazać prawy i lewy kierunkowskaz oraz zatrąbić. Potem czas na manewry. Każdy musi wykonać parkowanie równoległe między pachołkami i parkowanie tyłem. Następnie wyjazd na miasto. Podczas gdy w Polsce sprawdzenie praktycznego zachowania na drogach zajmuje średnio 45 min (ja swojego czasu jeździłam aż godzinę!) i polega na sprawdzeniu różniastych umiejętności typu włączanie się do ruchu, jazda na rondzie, trudniejszych skrzyżowaniach czy parkowanie na zatłoczonej ulicy, tutaj nie trwa to nawet pięciu minut! Wyjeżdża się z placu manewrów na ulicy, objeżdża się najbliższą przecznicę i… wraca do siedziby DDS. Mój najtrudniejszy „manewr” był skrętem w prawo:D

Następnie egzaminator gratuluje zdanego egzaminu i wraca się w kolejkę, gdzie robią kolejne zdjęcie i wydają kolejny papierkowy dokument, który używam w oczekiwaniu na twardą kopię (dokument, który dostałam po zdaniu teorii był bowiem tzw. INSTRUCTIONAL PERMIT, które mieć może tutaj już nawet 15latek, któremu śpieszno do jeżdżenia – warunkiem jest żeby jeździć z rodzicem!).

Całkowity koszt wczorajszej imprezy to 20$ (cześć teoretyczna kosztowała mnie 10$ czyli za całe prawo jazdy płaci się 30$) – czyli jeśli chodzi o porównanie kosztu zdobycia prawka w obu krajach, to… chyba nawet nie ma co porównywać?

Ja, oczywiście, jak to ja, nie podeszłam do tego na luzie i nieco się stresowałam przed egzaminem tym parkowaniem równoległym (bo praktycznie nie parkuję w taki sposób) i że trochę skapa nie zdać, jak się swoje prawko ma tak długo. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie się denerwowałam. Z egzaminu dostałam 95% a parkowanie równoległe poszło mi tak znakomicie, że aż sama się zdziwiłam 😉 Najważniejsze, że kolejna formalność już za mną!

14 Komentarzy
  • Anonimowy 1 lipca 2014, 06:23 Odpowiedz

    Nie mów, że zdawałaś prawo jazdy na automacie?!

    • kashienka 2 lipca 2014, 02:34

      No jasne, że na automacie! Po pierwsze, gdzie ja bym tu znalazła auto z manualną skrzynią jak 95% tego co jeździ po ulicach to automaty. Po drugie, manualem to ja… nie umiem jeździć 😛

  • Anonimowy 1 lipca 2014, 07:16 Odpowiedz

    To gratulacje ;). Pamiętaj tylko, żeby zawsze sie zatrzymywać na "stopach" nawet jak się wydaja bez sensu. Bo policja się pojawia spod ziemi :P. Aga B.

    • kashienka 2 lipca 2014, 02:36

      Dziękuję:)
      Do stopów już się przyzwyczaiłam – w sąsiedztwie mam je w ilościach hurtowych. I nawet jak się spieszę, to karnie się przy każdym zatrzymuję 🙂

  • Anonimowy 1 lipca 2014, 11:24 Odpowiedz

    Gratulacje :-)))
    Kama

  • Anonimowy 1 lipca 2014, 13:33 Odpowiedz

    Oczywiście portfel Guessa!

    • kashienka 2 lipca 2014, 02:37

      To jedna z moich ulubionych firm 🙂

  • english-at-tea 2 lipca 2014, 14:11 Odpowiedz

    chyba każdy egzamin, chociażby dla zasady, musi stresować 😉
    gratulacje!

    • kashienka 4 lipca 2014, 20:56

      Szczególnie jak się jest taką panikarą jak ja.. 😉

  • Joanna Marek-Blukacz 16 marca 2017, 20:55 Odpowiedz

    W porownaniu z polskim prawkiem to tutaj jest pestka. Ja nawet nie wyjezdzalam na ulice tylko jezdzilam po parkingu…..trwalo to chyba z 15 moze 20 minut. W Polsce bylo ciezej zdalam za drugim razem, ale o wiele wiecej stresu bylo. 😉

    • kashienka 24 maja 2017, 22:14

      No nieźle, jak nawet wyjazdu na „miasto” nie było 🙂 Ja okrążyłam tylko przecznicę. W Polsce też zdałam za drugim razem, ale ten stres to pamiętam do dziś!

  • Katarzyna 1 kwietnia 2017, 19:03 Odpowiedz

    Ja zdawalam w Belgii 😀 po francusku z tlumaczem przysieglym 😀 tez zupelnie inaczej niz w Polsce, łatwiej!

    • kashienka 2 czerwca 2017, 18:39

      Czyli tylko w Polsce takie trudności ze zdaniem! A z tłumaczem zawsze raźniej 😀

Skomentuj

Przepis wynik *